Blog > Komentarze do wpisu

Pfff

                                                                /fot. ja/

 

Pewnego dnia zdecydowała się wszystko opowiedzieć. Siedzieli naprzeciw siebie, ona lekko zgarbiona, ręce ze splecionymi dłońmi schowane między udami, stopy krzyczące „A” . Lub „V”, zależy, kto patrzył. AV, jakież to symboliczne. Na moment zawiesiła się nad pytaniem, czy on też to widzi. Jednak czuła, że prawda zaraz eksploduje w niej, bo temperatura wewnętrzna już dawno przekroczyła dopuszczalne normy. Wszędzie te prawa fizyki. FIzyki, akcent na trzecią od końca, bo to z greki. Tak jak matemAtyki, TEchniki, iki, iki. Cisza. Nieznośna. Nie, nie cisza jest nieznośna, tylko to tykanie zegara w tle. Niby niesłyszalne, cichutkie. To nie jest duży zegar, to nie jest nawet budzik z sekundnikiem. To gdzie? To pytanie pozwala jej podnieść wzrok i rozejrzeć się wokół. Raczej omieść spojrzeniem. Ładnie brzmi, prawda? Omieść spojrzeniem. Choć tak naprawdę omiata słuchem, a oczy tylko podążają za kolejnymi odkryciami uszu. Jest, skubaniec. I kto by pomyślał… oplata jego rękę, wcale nie taki duży. To dlaczego monopolizuje przestrzeń całego pokoju? A może to i lepiej. Przynajmniej wiadomo, że mija kolejna sekunda, minuta, wieczność. Zawiesiła wzrok na tym wyznaczniku upływu przestrzeni. Jej przestrzeni. Zawsze tak zaczynał: „te 50 minut to twoja przestrzeń, wykorzystaj ją jak  najlepiej”. Zostało 30. Hm, jeśli zacznie odliczać po 60 w każdej z trzydziestu, to już duża liczba będzie. Czyli nie trzeba się spieszyć. Splecione dłonie, uda, AV, tik tak. A właśnie, jak zacznie mówić… Czy oddech jest wystarczająco świeży? Głęboko wciąga powietrze. Jak nic nie powie, to zwariuje i COŚ się stanie. AV, eksplozja, Iki, tik tak….. „Bo ja mu naprawdę wierzyłam. Że mnie kocha…” Ale banał...





niedziela, 25 maja 2014, kkk8884

Polecane wpisy