Blog > Komentarze do wpisu

Wróżka Zębuszka czyli rzecz o zbawianiu świata

                                     /fot. Ubik/

 

Wiedziała, czego wszyscy od niej oczekiwali. Jej rola była jasna i nie pozostawiała cienia wątpliwości. Gdy jakieś dziecko gubiło mleczny ząb i wkładało pod poduszkę, ona czuła lekkie łaskotanie w skrzydełkach, a gdy je rozpostarła, te niosły ją we właściwe miejsce. Po cichutku dostawała się do sypialni malucha, po czym kładła rękę na jego czole, żeby życzyć mu szczęśliwego życia. Widziała, jaki będzie jego los. Nie zawsze opuszczała sypialnię w radosnym nastroju. Nieraz dowiadywała się, jak krótkie lub jak ciężkie będzie życie malucha, który nieświadomy niczego oddychał głęboko przez sen. Wzruszona, składała wtedy na niewinnej buzi pocałunek przekonana, że to odmieni jego życie. Niejedno ludzkie szczęście powstało w ten sposób. Wróżka umiała odwracać zły los. Jednak wychodziła smutna, tak jakby brała na siebie zło tego świata.

Zawsze dziwiło ją, dlaczego rodzicom wydaje się, że muszą jej płacić. Ta praca to była jej życie, jej misja, nie oczekiwała za nią zapłaty. Dlatego potem rano zaskoczone dzieci znajdowały pod poduszką drobne pieniądze, których Wróżka nie chciała wziąć. Z czasem powstała legenda, że to ona im je daje, jako nagrodę za zęba. Legenda, którą dzieci przekazywały sobie pocztą szeptaną, kompletnie nie wiedząc, po co tak naprawdę odwiedza ich Zębuszka.

Praca była na nocki. Nie przeszkadzało jej to, bo nie potrzebowała za dużo snu. W ciągu dnia drażniło ją tylko, jak nagle zaczynały ją swędzieć skrzydła, ponieważ kompletnie nie wiedziała, co z tym zrobić. Rozwijać skrzydła za dnia? To było ryzykowne, a poza tym… wtedy dzieci nie spały, jakże by mogła zatem wykonać swoje zadanie? Jednak swędzenie było coraz silniejsze, coraz bardziej natarczywe. Pewnego dnia postanowiła zaryzykować. Dała się ponieść swoim skrzydłom, w środku dnia, nie wiedząc, gdzie ją zaprowadzą.

Droga nie była daleka. Dwie przecznice dalej, tylko tyle, tam, gdzie zaczynał się park. Na pierwszej ławce po lewej stronie siedziała młoda kobieta, tak koło trzydziestki. Podpierała głowę dłonią i wyglądała, jakby bolał ją ząb. Wróżka schowała skrzydła i przysiadła koło kobiety. Zagadnęła coś o pogodzie ale nie doczekała się odpowiedzi. Po kilku sekundach zorientowała się, że nie jest ani widziana, ani słyszana. Z pewnym wahaniem położyła dłoń na czole kobiety, tak, jak robiła to do tej pory z dziećmi. To, co ujrzała spowodowało, że poczuła dreszcz, przeszywający całe jej ciało. Bezkres trosk, zmartwień, doświadczeń i co gorsze, brak nadziei. Przesunęła dłonią przed oczami kobiety, jakby wciąż nie była pewna, że ta jej nie widzi. Decyzja przyszła nagle. Szybko pocałowała ją w policzek. Nie była pewna efektu, bo do tej pory robiła to tylko z dziećmi. Jednak w jednej sekundzie twarz kobiety rozjaśniła się, oczy nabrały blasku, plecy wyprostowały się, jakby nagle przybyło jej sił…

Od tego dnia Wróżka codziennie reagowała na swędzenie swoich skrzydeł. Nocami odwiedzała dzieci. Była przekonana, że dzięki niej tak wiele istnień ma szansę na lepszy los. Nie tylko najmłodsi, również starsi doświadczali teraz dobrodziejstw jej pocałunków. A wezwań było coraz więcej i więcej. To niezwykłe, jak wiele osób bolą zęby… Z czasem Wróżka przestała odpoczywać, niedosypiała, bo nie wyobrażała sobie zostawić kogokolwiek bez pomocy. Słabła i kompletnie tego nie czuła. Tak jak tego, że przejmuje troski na swoje barki i że nie znikają one. Istnieje jednak różnica między przyszłością, a teraźniejszością. Między planem na życie, a jego konsekwencjami. Pełniła swoją misję tak długo, aż pewnego dnia nie była w stanie pofrunąć. Jej dusza stała się tak ciężka, że skrzydła nie miały siły jej unieść.

Leżąc tak, wpatrzona w sufit,  nie mogła przestać myśleć o tych wszystkich, którzy jej potrzebują, o tylu troskach i chorobach, którym mogłaby zaradzić. Czuła się fatalnie, winna, bo nikomu niepotrzebna. Nie pamięta, jak długo tak przeleżała… Zapadła w jakiś sen – nie-sen, nigdy wcześniej czegoś podobnego nie doświadczyła. Powtarzała się w nim ciągle podobna scena. Ręce, podawane dłonie, splecione dłonie, ręka pod łokieć, dłoń na plecach i tak dalej. Nie wiadomo skąd wiedziała, że to nie ona, to były ludzkie ręce, wielokolorowe dłonie, należące do różnych ludzkich stworzeń. Gdy otworzyła oczy, wiedziała już, co robić.

Ta nowa świadomość pomogła jej wstać, zebrać siły i rozpocząć nowy etap swojej misji. Dzieci odwiedzała dalej i odwiedza do dziś. Ale już wie, że wcale niepowiedziane, czy kiedyś nie spotka któregoś z nich za dnia, w dorosłym życiu… A gdy tak się stanie, nie składa już kolejnego pocałunku, nie próbuje naprawić teraźniejszości i wygładzić wspomnień. Ona tylko zostawia prezent. Karteczkę z adresem kogoś, kto na pewno poda pomocną dłoń, kto nie zostawi lub kto wyleczy. I już wie, że to nie jej rola odpowiadać za to, co będzie dalej. Dorośli ludzie wiedzą, gdzie szukać pomocy.

 





sobota, 05 lipca 2014, kkk8884

Polecane wpisy

  • Kobieta z windy

    Lubiła jeździć windą. Na początku powoli, do góry, potem na dół. Bała się najwyższych pięter, toteż zatrzymywała się w pewnym momencie. Potem, z czasem, odważał

  • Życie

    Łódeczka na łagodnym jeziorze Bezpieczne lądy całkiem niedalekie Kto jak najdłużej łódeczką być może Powoli się uczy jak stać się człowiekiem Niektórzy

  • Sztuka czytania

    /fot. Ubik/ „Mamo, ja się nigdy nie nauczę czytać”. "Nie kochanie" - mówiłam - inni się nauczyli, to i Ty się nauczysz. Z dobry rok podobny dialog

  • Zasady Anorektyczek

    Hej Motylki! To już kolejny post tego dnia,ale chcę ruszyć z tym blogiem. Zapewne każda Was wie o istnieniu czegoś takiego jak Dekalog Anorektyczek. Wiem,że poj

  • Początki bywają trudne...

    Hej Motylki! Jestem Marta i mam nadzieję że pomogę Wam w dążeniu do celu i choć trochę zmotywuję do ciężkiej pracy. Założyłam tego bloga,bo wiem jak ciężkie są

Komentarze
2014/07/06 07:35:15
znów mnie wzruszyłaś ...

odwodnię się :)
-
2014/07/06 10:52:37
No tak, upał okrutny ale będzie na mnie ;)