Menu

Moja dłoń nie parzy. A Twoja?

czyjaś-, obok- i auto- terapia.

Wszędzie znajdzie się człowiek

kkk8884

slo

 

Konfrontacja z rzeczywistością bywa bolesna. Idziesz prostą ścieżką pod nogami, jasną myślą w głowie, teorią nie do obalenia, planami oczywistymi do wykonania i wiarą, że wszystko będzie takie oczywiste i po kolei.

  • Cześć dziadku. Ale jestem dzisiaj wku... rzony.

  • A dlaczego wnuku?

  • Bo ten tamten owamty (czarnuch/gej/arab/żyd/pieprzony faszysta)

  • Jesteś pewny, że to o to chodzi?

  • Oj dziadek, co ty tam wiesz.

  • Widzisz, to było tak...

Zwerbowali mnie do wojska. Wszyscy młodzi mężczyźni musieli tam iść. Byłem artystą, malarzem, jednak nikt nie pytał mnie o zdanie. W sumie to w nieszczęściu miałem trochę szczęścia. W pierwszym miesiącu zostałem postrzelony w nogę i po krótkim pobycie w szpitalu, jako niezdolny do służby, odesłany do rezerwy. Do domu musiałem iść na piechotę, choć byłem ranny. Gdy szedłem wdłuż drogi, nadjechał samochód. Niemiecki oficer z kierowcą. Zmartwiałem. Zapytał, gdzie idę, machnął ręką i... podwieźli mnie pod same drzwi mojego domu. Gruss Gott. Tyle.

  • Widzisz, to było tak...

Twoja babcia została sama z trójką dzieci, bo ja byłem w armii. Przypałętał się jakiś niemiecki żołnierz, który przychodził najeść się i żądał prania, prasowania. I żona, i jej córki uśmiechając się do niego niby szczerze, oporządzały go, karmiły, jednocześnie komentując: „Szwab, a niech go piiip, piip”. W zamian miały dodatkowy deputat na podstawowe produkty żywnościowe i … spokój. Gdy Armia Czerwona napierała, a Niemcy wycofywali się z tych terenów, ów żołnież odezwał się piękną ślązczyzną: „Jo jest Ślonzok i bardzo wom dziękuja. Nic do was ni mom. Z Bogiem”

  • Widzisz, to było tak...

Koniec wojny, chowaliśmy się w piwnicach górnośląskich kamienic. Tych po niemieckiej stronie. Gdy wkraczali czerwonoarmiejcy, dom po domu wystrzeliwali wszystkich mężczyzn, a kobietom i dzieciom kazali recytować modlitwy po polsku, by udowodnić, że nie są Niemcami. My chowaliśmy się w piwnicach naszego własnego domu i pewnego dnia na podwórku zobaczyliśmy Ukraińca, z Armii Czerwonej, ciężko rannego, wykrwawiał się bez żadnej pomocy. Wzięliśmy go do siebie na dół, w końcu taki sam człowiek w potrzebie, jak i my. Gdy po dniach strachu i ulicznych plotek i do nas dotarła kontrola, na pytanie, czy są tu mężczyźni, Ukrainiec powiedział płynną ruszczyzną „nie, tu tylko same kobiety i dzieci”. Dzięki niemu mogłeś się urodzić, Wnuczku.

/wszystkie trzy opowieści są prawdziwe, z przekazów rodzinnych, z czego dwie moje/

Ludzie są zawsze i wszędzie i po każdej stronie.

 

© Moja dłoń nie parzy. A Twoja?
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci