Menu

Moja dłoń nie parzy. A Twoja?

czyjaś-, obok- i auto- terapia.

Odchodzenie

kkk8884

wtycz

1.

Poranek. Jeszcze tu jestem, każdą bolesną cząstką mojego ciała, rwącą się do ruchu. Mózg przestawia nerwy kończyn, ścięgna szyi, wyrywa ciało z pozycji na wznak do na bok. I nic się nie zmienia. Bezruch i zastój. Nie mogę nic zrobić. Każde wyjęcie ręki spod kołdry, włożenie pod, wyprostowanie nogi, zmiana pozycji głowy wymagają prośby, wołania o pomoc, skamlania o litość. Patrzą na mnie niecierpliwie – znowu czegoś chce, znowu jęczy – zdana na łaskę i niełaskę obcych ludzi, zajętych przecież nie tylko mną krzyczę w środku „gdzie jesteście?”. Całe dnie spędzone na analizie jednego punktu, który jestem w stanie omieść wzrokiem. Jeśli się sprężę, pokażę go palcem. Potem zasypiam wykończona nadludzkim wysiłkiem. Czy przychodzą? Oj tak, ja mam kochane dzieci, tylko są tacy zapracowani. Córka wpada przed pracą na całe piętnaście minut, już spóźniona i rozdrażniona, że nie zdąży, że przecież ona ma własne życie, pracę, dziecko – dwunastoletnie – płacze w domu. Tak, tak, rozumiem, oczywiście, nie przemęczaj się. Ależ nie przychodź w weekend, odpocznij sobie.

Syn przychodzi po pracy. Jaki on jest kochany. Zawsze zostawi mi 10 zł, żebym mogła coś sobie kupić. Uzbierało się już tego trochę, bo ciężko dojść do sklepu na nieczynnych nogach. Jemu się tak nie spieszy, nawet pół godziny czasem posiedzi. Tak bardzo boi się mnie zarazić, że zawsze ubiera rękawiczki, zanim mnie dotknie. Ostrożnie, jednym palcem.

Gdy ból zwycięża, krzyczę. Krzyczę też w nocy, nawołuję ją i jego, może usłyszą i przyjdą. Jednak to kolejna obca, zniecierpliwiona twarz i warknięcie zamiast uśmiechu. Całe szczęście, że rano tego nie pamiętam, tylko słyszę opowieści, co robiłam ogarnięta obłędem. Następnego wieczora poproszę o mocniejsze środki nasenne. Jak będę mieć szczęście, to się nie obudzę. Niestety, marne szanse. Serce mam mocne i nie jestem stara. Mogę tak poleżeć jeszcze wiele lat.

Nic mi nie mówią. Dokąd mnie wywiozą, gdzie położą jak zużyty worek na kości. Do domu raczej nie na długo wrócę. Któż by mnie tam dźwigał, przekręcał, zmieniał woreczki i pieluchy. To nie jest zajęcie dla dzieci. Łapię każdą chwilę uśmiechu. Każdy powód jest dobry, by poczuć, że jeszcze żyję.

2.

Co tak późno? Czekam tu i czekam. „Ależ ciociu, jest dopiero ósma. Nikt tak wcześnie nie przychodzi.” Coś do mnie mówi, ja nie słyszę. Nachyla się, powtarza, do skutku, całuje moją twarz. Potem myje, karmi, poi i cały czas głaszcze po policzku. Całe godziny spędza przy moim łóżku, a ja głównie śpię morfinowym snem. Gdy wychodzi, przychodzi któryś z synów lub siostra. Wszyscy wpatrzeni we mnie jak w obrazek, łapią ostatnie chwile mojego życia, przesiadując godzinami na małym taborecie. Bo odchodzę. Jestem malutką, pomarszczoną, wychudzoną skorupką, połączoną ze światem plątaniną kabli, woreczków i wężyków od kroplówki. Nie idź jeszcze, zostań. Aha, idziesz coś zjeść ale wracaj zaraz, bo mogę cię potrzebować. Popatrz jak dzielnie podnoszę moje wychudzone przedramiona. Jak ruszam palcami u nóg. Zachwycacie się każdym moim ruchem, każdą oznaką poprawy lub chociaż stabilności. Zęby. Gdzie są moje zęby. Ukradli. Nie? Dlaczego nie mogę ich mieć? Ja przecież nigdy nie byłam taka nieuczesana, bez makijażu... Siostra przynosi kosmetyki. Wspomina nasze młode lata i tych chłopców jak malowanie. Musi krzyczeć i powtarzać, bo ja niewiele słyszę, nie wszystko rozumiem. Nie poznaję się w lusterku. Róż na białej jak papier skórze wygląda jak sztuczne rumieńce klauna. Wytrącam lusterko gwałtownym ruchem ręki. Szlocham. Nie dość, że śmierdzę, to jeszcze straszę. „Jesteś piękna, kochanie” powtarza, scałowując moje łzy. Zmywa makijaż. Syn zobaczy mnie taką, jak co dzień. Białą, chudą i okablowaną. Nie powiem im tego ale wiem, że wkrótce odejdę. Otulona ciepłymi spojrzeniami kochających mnie ludzi.

© Moja dłoń nie parzy. A Twoja?
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci