Menu

Moja dłoń nie parzy. A Twoja?

czyjaś-, obok- i auto- terapia.

kkk8884

 

Przyleciał do mnie ptaszek niespodziewanie nagle

wpadł przez okno szybko ledwie otworzyłam oczy

zajęty jak zazwyczaj swoimi sprawami

znalazł chwilę by przysiąść na moim ramieniu

zatrzepotał skrzydłami i plejada barw

zalała cały pokój kolorami tęczy

nikt nie słyszał jak śpiewa nikt nie słyszał jak szepce

pieśń o wolności bo to tylko dla mnie

pokazał swój kunszt pełen wizji świata

gdzie ludzie szczęśliwi chociaż zabiegani

gdzie dobro promieniuje ich niezwykłym blaskiem

zostawił trochę kolorów taką małą próbkę

wykorzystam jak umiem by pokazać wszystkim

że można swą samotność zamienić w diamenty

i odleciał nagle tak szybko jak przybył

kiwnął łebkiem leciutko na znak pożegnania

by dzielić się ze światem pięknem swego życia

 

Sen

kkk8884

SEN

Śniłaś mi się odchodziłaś kiwnęłaś głową na pożegnanie
do lepszego świata gdzie wszyscy jednakowi
piją sobie z dzióbków z głośnym rechotaniem
gdzieś na tłocznej ulicy pokiwałaś dłonią
zamykając przede mną niewidzialne drzwi
coś tam tłumaczyłaś na wiejskiej ławeczce
wybrałaś z kim łatwiej można bez tajemnic
przed ludźmi ukrywanie za bardzo przeraża
karmić zmysły i dusze każdym drobnym gestem
zniknęłaś z mojego życia tak szybko jak przyszłaś
z rozmachem błyskawicy jak twoja natura
przez palce płynął czas wolniejszy od światła
gasła świeca kryjąc ciała cichą tajemnicą
tyle chwil niezmarnowanych jednak
rozmowy o wszystkim bladym świtem o brzasku 
obłędne razem wśród drzew i w podróży
zabawa w chowanego wśród krzaków gdziekolwiek
ciemna noc blisko choć ściana nas dzieli
mętne spojrzenie zakochanych oczu
i łzy gdy potrzeba ręka i obecność
pamiętam co dobre gorsze nauczy
przyszłości dać radę choć wciąż jest samotna
zamykam nasz rozdział niestety za krótki
bo po grób miało być na zawsze i wszędzie
bądź szczęśliwa i wolna ze sobą jak zwykle
tak jak lubisz spędzaj czas bo może się skończyć
nie myśl o mnie nie będę dziękuję i... koniec

Igły

kkk8884

To na tej choince wisicie

na zawsze do końca bez końca i początku

i na dobre i na gorsze, na smutne i wesołe, łatwe i trudne

na smutne i wesołe, śmieszne szkoda że tak rzadko

śmiać Wam przychodzi z rozwianą igłą i słońcem w oczach

tańczycie na gałęzi jakby była tylko Wasza

przebieracie igłopląsem im dalej im więcej

łapiecie oddechy i wydychacie je szelestem ust

na zawsze póki śmierć nie rozłączy igły od ciała

naszego powszedniego daj nam dzisiaj

sen wariata sen o wieczności

aż do igieł opadu aż do krainy wiecznego szyszkowania

na pohybel młodym i dla ich istnienia

macie siebie nawzajem nie wahacie się użyć siły Waszej miłości

inni łapią się Waszych chwil niejako przypadkiem

pełni zawiści żalu tęsknoty

bo im tego brak jak igłom oddechu

czerpią garściami zagarniają dłońmi nieuchwytne piękno co słów unika

to jest im szczęściem radością wciąż mało ciepłych słów i czynów

na skraju świata do ntej potęgi zmysłów umysłów siebie

wisicie tak w podzięce miłości daleko w lesie podmiejskim ogrodzie ze snów

za to dziękuję Wam ja... najmniejsza igiełka na Waszej choince

na wieki wieków Amen

 

Gówno

kkk8884

 

Śmierdzi gównem

śmierdzi zewsząd

w dzień i w nocy

o świcie i zmierzchu

w lesie i na pustyni

pod wiatr i pokryte śniegiem

jak substytutem czystości

niewinności nie poszło na marne

kupa jest duża proporcjonalnie do wielkości człowieka

gdzie król chodzi piechotą

ksiądz zawija kiecę

żołnierze duszą się w okopach

panie w kropki robią w pampersy

za psi grosz na pohybel bogaczom

końska kupa wonieje bardziej

proporcjonalnie do wzrostu

jak splecione grzywa i ogon

ciekawe czym sra delfin

świeżym sznurkiem pląsającym wężowym ruchem

ludzie biją pokłony bo z gracją

machają do nich płetwami

a czy kwiatki srają oddają ziemi co dostały

chyba nie bo niewdzięczne

jak dziewica po pierwszym razie

dla niej to był zwykły gwałt

ciała i duszy jeszcze wiąż niewinnych niestety

w szczerym polu

bliscy

boją się podejść

by nie poczuć całej prawdy

o brudnym qc i niekończącym się papierze

oda do gówna jest długa jak droga na szafot

jak gówno glutem do siebie do przodu

ważne by trud nas nie zawiódł

srajcie dziewczęta malutkie

srajcie do jasnej cholery

klasycy wszakże też srali

nie żebym była prorokiem ale to się kończy

a wraz z tym świat

taki jaki znamy i jaki jeszcze nie powstał

i nigdy już nie powstanie

ciągnie się mój wiersz powtarzalnie

jakby nigdy miał nie powstać

ale niedoczekanie

prawda zawsze wyjdzie na wierzch

dumnym glutem do przodu

 

 

 

 

 

Morderstwo

kkk8884

Ślady na rękach

krew w sercu

urwany oddech

strata rozpacz lęk

nicość rozstania

cisza

on wreszcie odszedł

w gniewie znikania

w nicość

do wszędzie

na zawsze

słowa krótkie jak ta chwila

 

© Moja dłoń nie parzy. A Twoja?
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci