RSS
wtorek, 01 listopada 2016

zni2

 

Śniło mi się, że umarłeś

tak zwyczajnie po prostu

bez pożegnań
pakowania walizek
dramatycznych scen
nagle cię brakło
Jeszcze w powietrzu drgały
okruszyny dźwięku - echo twego głosu
Jeszcze zapach pozostał i dotyk
twej dłoni
twego spojrzenia
Jeszcze zmysły mówiły, że jesteś
tuż obok - prawdziwy 
Lecz ciebie nie było
mej miłości - mej myśli
A ja stałam sama
spokojna - wiedziałam
ta pustka obok mnie
to sen - że się obudzę
w każdej chwili mogę przecież
otworzyć oczy, wyciągnąć rękę
wtedy dotknę, zobaczę…

Wciąż mi się śni mi się, że umarłeś
coraz bardziej sama
jakimś cudem nadal wierzę

że mnie obudzisz

                                                          /dla pewnej wdowy.../
poniedziałek, 31 października 2016

zni

 

Dla Tych, co przeminęli

Co nie każdą chwilę mą tknęli

Za to co od Was dostałam

Czasem nie doceniałam

Wyjątkowo prosty wiersz

Przeczytasz, to sam to wiesz

Może nie dałam rady

Może nie starczyło uwagi

Ale pamiętaj, ten Ty

Zawsze, ale to zawsze jedyny

za którego zapalę świeczkę

Najważniejszy choć na chwileczkę

Wniosłeś wartość w moje życie

A inni? Pozazdrościcie?

Wśród osób znajomych mam wielu

Przyjaciół - po prostu, bez celu

Większość żywych na szczęście

Ale w tym dniu, w tym momencie

Przede wszystkim tym z nich dziękuję 

Których już nie ma i mi Ich brakuje.

Tęsknię za Wami, cholernie

Mam nadzieję, że słychać mnie w Niebie...

15:14, kkk8884
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 października 2016

fig

 

BAJKA O DZIEWCZYNCE, KTÓRA POKOCHAŁA ŻYCIE

 

Była raz dziewczynka mała

Która życie pokochała

Oj da dana, oj da dana

Która życie pokochała

 

Najpierw wróżka nad kołyską

Wyszeptała klątwy wszystkie

Oj bidula oj nieboga

Wróżki prezent ciężka droga

 

Matuś z tatkiem szybko zmarli

Tanim miodem ululani

I w ten sposób już sierotka

Zamieszkała tam gdzie ciotka

 

Była raz dziewczynka mała

Która życie pokochała

Oj da dana, oj da dana

Ciotka często ją kopała

 

Jej dziadunio dłużej pożył

On to pierwszy ja chędożył

Choć dziewczynka była mała

Smak miłości już poznała

 

Potem wszystko było proste

Bo wystarczył mały podstęp

By sierotka wbrew swej woli

W karczmę poszła do niewoli

 

Była raz dziewczynka mała

Która życie wciąż kochała

Oj da dana oj da dana

Ciotka grosze przeliczała

 

Gdy dla gości była miła

Nawet nieźle się bawiła

Tak mijały wiosny, zimy

Inne sukien zazdrościły

 

Lecz pewnego dnia jak stała

Nagle padła, zachorzała

Dużo cukru, ranka mała

Tak gangrena jej się wdała

 

Była raz dziewczynka mała

Która życie wciąż kochała

Oj da dana, oj da dana

Choć na wózek teraz zdana

 

Tu już życie nie zdzierżyło

W nocy jej się objawiło

Pokazało się kalece

Załamawszy ręce rzecze:

 

Miejże litość kwiecie miły

Mnie nie starczy więcej siły

Poddaj pomysł – co chcesz zrobię

Żebym w końcu zbrzydło tobie!

 

Była raz dziewczynka mała

Która życie załamała

Oj da dana, oj da dana

Bo za bardzo je kochała

 

Ona na to: Trudna rada

Znój twój na nic się nie nada

Wróżka mnie zaczarowała

Żebym ciebie pokochała

 

Morał z bajki będzie śliczny

Nader też optymistyczny

Kochasz życie choć posrane

Masz podwójnie przerąbane

Bo nie dość, że nie pochwali

Jeszcze bardziej ci dowali

 

Była raz dziewczynka mała

Która życie pokochała

Oj da dana oj da dana

Która życie pokochała

 

Bęc

 

 

10:22, kkk8884
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 października 2016

desz

 

Bardzo lubię, kiedy pada.

To nie jest ważne, że zimno, że mokro.

Po wielu zbyt gorących dniach nareszcie czuję chłód.

Ubrać się zawsze mogę

w przeciwieństwie do tego, że czasami nie da się już bardziej rozebrać,

gdy rtęć w termometrze osiąga poziom maks.

Deszcz to woda.

Woda to oczyszczenie.

Woda to życie.

Zostaw parasol, idź na kwadrans tuż blisko swojego domu,

zmoknij, a potem zawsze możesz zmienić ubranie na czyste. 

 

/żeby nie było wątpliwości, to nie jest wiersz ;)/

09:13, kkk8884
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 sierpnia 2016

nut

Była jeszcze małym, ludzkim robaczkiem, śliczną biedronką w czerwonej, troszkę kropkowanej sukience, gdy po raz pierwszy spróbowała podnieść bardzo dużą księgę. Księgę prawdy i kłamstwa, smutku i radości. Pokory też. Nie, nie pokory. Gotowa była patrzeć prosto w oczy Prawdzie i uśmiechać się przy tym z całą ufnością małego dziecka. Literka po literce wodziła paluszkiem po literach, linijka po linijce poznając smaki życia. Czytała też o śmierci, jak o czymś pięknym i szlachetnym. Paluszek rósł, aż stał się całkiem dużym palcem zupełnie dużej biedronki. Z sukienki już wyrosła, więc nałożyła nową. Powstawało na niej coraz więcej czarnych kropek lecz ona tego nie zauważała, podążając za liniami tekstu. Pewnego dnia zauważyła, że kropki na jej sukience uciekają jej przez palce na papier. Nie chciała zniszczyć swoich książek, dlatego sięgnęła po puste kartki papieru, pełne cieniutkich linijek. Kropeczki skapywały, jedna po drugiej, a że pamiętała ich kolejność, zawsze mogła je przywołać śpiewem. Nie rozumiała, dlaczego wszyscy wokół zatrzymywali się z zachwytem, słysząc kropki na jej ustach. Niektórzy nawet pozwalali złapać się za palec i dotknąć nim prawdy ukrytej między liniami. Ci szli potem za nią, bo kto raz dotknie ziarenek prawdy, ten już nie chce iść gdzie indziej.

Latami dzieliła się z innymi swym talentem przetwarzania smutku w piękno. Piękna w radość. Radości w życie. Życia w odejście. Dzięki tym kropkom na liniach, sukienka biedronki pozostawała tak samo świeża, jak wtedy, gdy była ona mała i bezbronna. Jednak już nie patrzyła prosto w oczy prawdzie... Spuszczała wzrok, coraz mniej zauważając swą potężną moc unoszenia kropek ponad ziemię. A ufność? Zagubiła się gdzieś, zbyt mała, by nadążyć drobnymi kroczkami za rzeczywistością. Nie, to nie trwało długo, bo biedronki, które noszą nuty, nie potrafią stać w miejscu ze spuszczoną głową.

Do dziś nikt już nie pamięta, nikt nie zapisał, kiedy to się stało, że biedronka odłożyła wiele zeszytów pełnych kropek i sięgnęła, po tę pierwszą księgę, po której wodził jej dziecięcy paluszek. Wygrzebała ją spod zwałów liści, zdmuchnęła grudki ziemi i piachu i otworzyła... tam gdzie usiadły jej palce. Jak mała biedronka w troszkę tylko kropkowanej sukience, dotknęła palcem linijki, pierwszej z brzegu lecz nieprzypadkowej. I jak kiedyś, gotowa była patrzeć prosto w oczy Prawdzie i uśmiechać się przy tym z całą ufnością małego dziecka. Tym razem żaden człowiek nie usłyszał, śpiewała tylko dla siebie. Śpiewała tak długo, że skończył się dzień, potem drugi i dziesiąty.

Wreszcie wstała, położyła starą księgę na stosie zeszytów z kropkami i poszła dalej, niosąc nuty życia. Idziemy za nią?

 

08:52, kkk8884
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29